6 lipca 2012

BPNT*

Dziś udowodniłem sobie,że zawsze na świecie jest co najmniej jedna osoba, która słucha tej samej piosenki co ja. Nawet zgodziła się płyta.
Zastanawiam się czy 31 latka z Meksyku słuchając tego co ja ma podobnie podły nastrój. Prawdopodobieństwo jest całkiem wysokie.

Ostatnio około godziny 23 wpadłem z towarzyszką na pomysł by wybrać się do kina. Pomysł był idealny. O ile w repertuarach kin możnaby wyszukać coś ciekawego, to niestety okazało się, że Kraków to nie Nowy Jork. I nawet najbardziej alternatywne kina zapraszają tylko w rozsądnych porach. Trochę mnie to zdziwiło, bo  w końcu jest 21 wiek i miasta nie śpią. Przypuszczam, że w całym kraju ciężko byłoby znaleźć taki przybytek.
Wobec czego zastanawiam się dlaczego nikt nie otworzy kino-kawiarni, gdzie przez cały czas trwałaby projekcja. Do ostatniego klienta!
Od razu zrodziła mi się wizja realizacji takiego miejsca.
Każdy zainteresowany oglądaniem filmu dostawałby bezprzewodowe słuchawki, by przybarowy gwar nie rozpraszał oglądania filmu.
A gaduły także mogłyby oglądać film tyle,że w wersji niemej.
Cóż wychodzi na to,że jestem dewiantem, który zamiast pójść do dudniącego klubu, bawi się w manhatańskiego hipstera. Ale czy nie wspaniałe byłoby miejsce gdzie cyklicznie odbywałyby się maratony filmów z Kathy Bates?

Jak widać nawet z tych mniej udanych randek można wysnuć jakieś ciekawe przemyślenia. O ile to była randka. Chyba musiała być, bo lista osób, z którymi mógłbym się umówić jest bardzo krótka. Właściwie to jednoosobowa. Bo randki z samym sobą się nie liczą.
Można powiedzieć,że gdybym nie miał zupełnie się z kim spotkać byłoby gorzej, ale to chyba bez różnicy.
Oby była następna!


*) Brak pomysłu na tytuł