30 marca 2012

Rekolekcje wielkopostne.

Ponieważ pisuje straszne bzdety to raczej staram się nie czytać moich postów po napisaniu. Niestety szyderstwa znanych mi czytelniczek jakoś nie są mi obojętne. Cóż, jako niszowi grafoman muszę się liczyć z krytyką prosto w twarz, ale chyba muszę potraktować to jako przestrogę.

Nastała wiosna. Po dwóch tygodniach już gdzieś ucieka, trudno, przeżyje. Z nadejściem wiosny (i nowego semestru) zauważyłem, że moja popularność maleje, a kolejka chętnych by ze mną konwersować(nawet wirtualnie!), dramatycznie spadła. Niby normalna kolej rzeczy, ale jednak poczucie, że zacząłem być traktowany jak człowiek, który się nie myje, gdzieś we mnie siedzi.
Co raz częściej łapię się na tym,że chwytam za mój wspaniały aparat telefoniczny i szukam osoby, którą mógłbym od tak zaczepić bez powodu. Przeglądam kontakty i po eliminacji osób figurujących z niewiadomych mi przyczyn jako moi znajomi, jednak rezygnuję i oszczędzam w ten sposób 20 groszy. Spoglądając na niektóre osoby z listy żałuję tylko straconego na nie czasu, czasem zatrzymuję się na dłużej, ale szybko się opanowuje. 
Najgorzej radzę sobie z osobami, które wyrzygiwały mi przez dłuższy czas swoje problemy, by teraz nie mieć czasu odpowiedzieć. Niby z nikim nie łączy mnie żadna trwała wieź, ale mimo wszystko mogę się poczuć nieco wykorzystany.
Kolejną kategorią są osoby śmiertelnie obrażone, które zażądały kategorycznie odszczekania perfidnych słów, a ja się głupi nie ugiąłem. Chlip, clip, szloch, szloch! 

Przeszkadza mi, że nikt dla mnie nie ma czasu, ale tak naprawdę mi też jest trudno znaleźć czas dla innych. Życie mi jakoś błyskawicznie mija i nie wiem jak je spowolnić. Niestety mija na niczym. Nie udaję mi się przeprowadzić żadnych reform.
Pośród tego bałaganu zastanawiam się czy życie jest faktycznie takie krótkie jak mówią, a ja w to nigdy nie wierzyłem? Chyba jest. Siedzę i rozdrapuję różne historie, rozważam co było błędem,  układam top 100 zmarnowanych okazji i ‘co by było gdyby?’.
Trochę tęsknię za tym co było 5 lat temu.
Nie myślę o przyszłości, ani nawet o teraźniejszości. A marzenia uciekły... Wrócicie?