Czasem zdarzają się sytuację, o których nie da się przestać myśleć. Może tak się objawia mój analityczny umysł i nie daje mi spokoju dopóki nie rozbiorę wszystkiego na małe elementy. Ostatnio sobie wywołałem randkę jak ducha i właśnie przy tej okazji cierpię na rozmyślanie.
Wydawałoby się, że spotykając się z osobą, na której mi zależy nie mogę się rozczarować. A jednak! Chyba jestem rozczarowany, bo tym razem postarałem się ciut bardziej by zrobić dobre wrażenie. Moim zdaniem powinienem je zrobić, ale nie odniosłem wrażenia by tak się stało. Tutaj moja próżność zamiast zostać przyjemnie połechtana poczuła się dotknięta.
Teraz zamiast słodko spać, zastanawiam się nad tym czego oczekiwała druga strona i takie tam uzewnętrzniając to jednocześnie. Kolejny już raz zastanawiam się czy powinienem zaryzykować i postąpić bardziej zdecydowanie i takie tam. Chociaż jakoś emocję, które budzi we mnie owe dziewczę nie daje mi pewności, że nawet chciałbym tak postąpić.
Właśnie przyznałem się do tego, że sam nie wiem czego chcę. Na dodatek spotykam się z osobą, która także nie wie czego chciałaby. Z czystym sumieniem mógłbym zrzucić wszystko na jej nieokreśloność, ale jakoś nie potrafię.
Cały ból wynika z tego, że pierwszy raz od dość dawna postarałem się chociaż trochę. Z tego powodu pojawiło się oczekiwanie fanfar, pokłonów i podziękowań. Kilkoma komplementami także bym nie wzgardził. Do tego odczułem, że moje uprzejme postępowanie z kobietami nie przynosi żadnych efektów. Nie wiem czy jakiekolwiek inny sposób zachowania zdawałby egzamin w przypadku mojej osoby.
Ostatnim powodem do przeprowadzenia analizy jest fakt, że to chyba już ostatnia niewiasta z obecnie mi znanych, która mogłaby chcieć utrzymywać ze mną jakieś bliższe kontakty. Mimo, że nie mam pewności czy ja bym tego chciał, to chciałbym się przekonać.
Na koniec muszę przeprosić każdego, komu udało się dotrwać do końca tego posta. Razi mnie, kiedy ludzie stwarzają sobie sztuczne problemy kiedy nie mają prawdziwych. Też wstąpiłem na tę zgubną drogę. Albo raczej wróciłem po dłuższej przerwie.