Moja pisanina szybko się wyczerpała. Podejmowałem próby napisania jeszcze kilku moich odczuć, ale chwiejność autora była zbyt wielka. Niedokończony jednego dnia post następnego stawał się bezużyteczny, zwyczajnie nieaktualny.
Właśnie teraz wydaję mi się,że potrzebuje odrobiny konsekwencji i skupienia się na czymś nowym. Tak, muszę uciec. Niestety tylko myślami.
Przed czym? Cholera wie! Nieokreślone przerażenie i niemożność działania.
Postanowiłem zarzucić pisanie o muzyce. I tak będzie pojawiać się, bo bez niej moje istnienie jest zagrożone.
Nowym pomysłem jest zwyczajny pamiętniczek, pełen emocji i słodziutki. Chyba. Może dorzucę też kilka moich mądrości na temat rzeczywistości, ale to już takie pewne nie jest, bo cierpię na blokadę udanych przemyśleń - w sumie nic nowego,ale ciągle łudzę się,że to minie.
Całe to biadolenie mógłbym zamknąć w stwierdzeniu,że znów straciłem panowanie. Zaoszczędziłbym psucia wzroku moim nieistniejącym czytelnikom.
Przesadna wylewność gwarantuje mi coś bezcennego. Wstydził się będę tego, pewnie szybciej niż przypuszczam.
Zaczynam myśleć,że mój los to mściwy prześladowca. Śledztwo mające na celu ustalić za co się na mnie mści znowu parszywiec stoi w martwym punkcie. Tu dopada mnie straszny wniosek: nie potrafię odgadnąć tego co sam kreuje. Wszystko jest tworem mojego umysłu. Zastanawiam się czy to jest przekleństwo każdego człowieka, który wierzy w pustkę, że nie ma ani żadnego diabła, ani żadnego boga.
Miałbym na kogo zrzucić wine za to,że w głowie mam nasrane.
Jak zwykle, chaotycznie. Każda próba akwizycji kilku myśli sprowadza sie u mnie do burdelu.
[4:27 AM]
[4:27 AM]