2 października 2011

Always crashing in the same car

Myślałem,że to będą dwa dni rozprężenia, że świat wreszcie nabierze jakiś przyjaznych kolorów, choćby odcieni pogodnej jesieni. Tak bardzo oczekiwane wakacje mojego umysłu nie okazały się nimi. Pewnie to wina polityków albo mam jakąś blokadę przed cieszeniem się życiem. 

Ze zgrozą obserwuje jak obok zwykłej dla mnie mizantropii rodzi się zachwyt nad co niektórymi jednostkami. W głowie mi się poprzewracało i zamiast jesieni mam wiosnę,o!
Dwa objawienia w ciągu miesiąca to całkiem sporo. Efekt: zamiast przejmować niedoskonałością mojej fryzury rozmyślam o kobietach idealnych. 
Zastanawiam się czy każda ‘nowopoznana’ osoba wywoła w moim serduszku taki entuzjazm... To byłoby kiepskie. 
Póki co wystarczy,że odkrywam pustkę w moim świecie, którą chciałbym kimś zapełnić. W związku z tym tracę poczucie bezpieczeństwa, które zapewniałem sobie izolowaniem się. 

Do tego ten ekshibicjonizm! Ciągle mam ochotę opowiadać wszystkim o sobie i emocjach. Przerażające. I jeszcze to odkrycie,że znów chce komuś oddać serduszko. Te same błędy...