26 października 2012

ani chwili!

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stałem się żywiołem pracowitości w minionym tygodniu. O dziwo nie zabrakło też czasu na rozrywkę, bez alkoholu jak człowiek na poziomie. Do tego ubieram się tak zajebiście,że poprzednie dwa zdania napisałem słodko niczym Kasia Tusk, której twórczość oceniam po 5 linijkach z jej bloga.

Jedynym dowodem na to,że nie przeszedłem głębokiej duchowej przemiany jest bałagan, który urósł bardziej niż mój brzuch. Ale czy warto psuć sobie tak udany tydzień rezygnacją z wizyty w Burger Kingu? (Chyba zacznę zdradzać Big Maca z Whooperem!)
No dobra nie taki znowu perfekcyjny, bo jednak kilka spraw jak leżało odłogiem tak dalej leży. Na dodatek plan by wybrać się na przegląd twórczości Wernera Herzoga w celu poznania kilku młodych germanistek też upadł. Filmy się podobały, Stroszek chyba bardziej niż Into the Abyss. O ile jest w ogóle sens porównywać dokument z fabularnym.

Jutro też jest dzień i wieczór do przepuszczenia przez palce. Wszystkie znaki na niebie wskazują, że tak będzie. Tak jest gdy lubi się towarzystwo nieodpowiednich osób, których znam zbyt wiele.