11 maja 2012

this must be the dark to take I’ve nowhere left to run

Wracam do ciemnych wieków marudzenia. W sumie czepiałem się zbyt beztroskiego żywota, a teraz tęsknie za wolną głową.
Chociaż tak naprawdę to już nie wiem za czym i kim tęsknie i czy w ogóle tęsknie za czymkolwiek. Chyba jedynie chciałbym mieć znowu kilka lat mniej. Wtedy też nic mi nie pasowało, ale muszę przyznać z ręką na sercu, że chyba z tamtego czasu mam najwięcej dobrych wspomnień.
Dziś mi smutno, bo nie ma komu ze mną porozmawiać. Ewentualnie zapracowani ludzie pytają cynicznie czy nie jestem na nich zły. Cynicznie bo tym niby troskliwym tak naprawdę najbardziej wszystko jedno. Zrobiłem się niewyraźny dla świata, że chyba rutinoscrobin nie pomoże.
Nie wiem czy w maju spotkało mnie coś dobrego. Niech świat się kończy, mi już wszystko jedno. Powoli tracę nadzieję, żę los się odmieni. Za to nabieram pewności, że gówno zawsze może być gorsze.

Dobrze, że są jeszcze dobre dusze, które podeślą portal z anonsami młodych więźniarek z USA. Po początkowym entuzjazmie, że popiszę listy i poprawie language skills, doszedłem do wniosku,że moja czarnoskóra rówieśniczka odsiadująca dożywocie może nie zrozumieć mojego kurewskiego życia. Ale warto było mieć złudzenia choćby pół dnia.
Trzeba przyznać to szczerze, że jestem tak beznadziejnym typem, który nie rozbudziłby serduszka nawet najbardziej głodnej uczuć dziewczyny w pasiaku. 

Chyba jest na tyle nieprzyjemnie,że muszę się spić by zasnąć. Wypada więc kończyć, by znów nie uzewnętrzniać się po pijaku. Tej zasady się wolę trzymać, bo czasem warto pamiętać o czym/o kim się pisało żeby nie musieć się później wstydzić. Chociaż wstydzę się zawsze gdy ktoś cytuje coś z bloga. Nie mam widoków na zostanie drugim po Paulo Coelho siewcą mądrości.