Od kilku dni pomieszane w głowie mam wszystko. Przygnębienie z agresją i wielkie kłębowisko uczuć wszelakich. Czuje się królem sprzeczności. W związku z tym pojawił się też problem muzyczny, ponieważ wszystkie smętne płyty jakoś zupełnie mi nie leżały.
W końcu się udało! Przesłuchałem płytę w całości, co od kilku dni sprawiało mi kłopot.
Z Radiohead mierzyłem się już kilkukrotnie i jakoś nie potrafiłem się przekonać.
‘OK Computer’ wkomponowała się idealnie do mojej sytuacji, bo jest to płyta ciekawie zróżnicowana. Bo piosenki są przygnębiające,apatyczne, ale miewają też fragmenty agresywne jak np. ‘Paranoid Android’. Chociaż wydaję mi się, że czynnikiem decydującym o sukcesie płyty w moich uszach był ładunek emocji zawarty w kompozycjach. Spodziewam się, że nie będę się rozstawał z tą płytą przez najbliższe kilka dni i albo mój stan psychiczny się polepszy albo zmienię moją muzyczną dietę.
Nie chciałbym bagatelizować trzech największych przebojów, bo Paranoid Android, Karma Police czy No Surprise stanowią o sile tego albumu. Jednak znalazłem utwory,które jeszcze bardziej przyciągnęły moją uwagę. Ballada o byciu superbohaterem, Lucky, muzycznie nie brzmi na pewno szczęśliwie, nieco nieprzewidywalna. Dla mnie tego wieczora najlepsze okazało się akustyczne i bardzo subtelne Exit Music, które w końcówce zyskuje perkusje i ciekawie przesterowaną linie basu, wokalne uniesienia i to jest właśnie mój numer jeden! Jestem zachwycony. Numerem dwa zdaje się być Climbing Up The Walls, świetnie zaaranżowana piosenka mówiąca o strachu, który mi towarzyszy, bo boję się, że zrobię coś złego i głupiego kierowany sam nie wiem czym.
Mam nadzieję, że obcowanie z odpowiednią muzyką i wrażeniami estetycznymi, które ona niesie pomoże mi oddalić widmo czyhającej gdzieś w pobliżu katastrofy. Kolejnej już.